Teraz jest Cz 22 cze, 2017 23:55


P-1000 Ratte- potwór na gąsiennicach

Czyli rozmowy o wszystkim co związane jest z tym pojęciem.
  • Autor
  • Wiadomość
Offline

Ofizz44

Szeregowy

Szeregowy

  • Posty: 22
  • Dołączył(a): Pn 22 gru, 2008 02:58

P-1000 Ratte- potwór na gąsiennicach

PostŚr 31 gru, 2008 01:04

Pozwolę sobię zacytować: "Landkreuzer P-1000 Ratte (niem. Szczur) miał być superciężkim czołgiem przeznaczonym dla sił zbrojnych nazistowskich Niemiec. Zaprojektowany przez Kruppa w 1942 i zaaprobowany przez Adolfa Hitlera, został ostatecznie zarzucony na początku 1943 z inicjatywy Alberta Speera.

Rozpoczęto budowę czołgu, ale nigdy jej nie dokończono. W planach miał być uzbrojony w dwa działa kalibru 280 mm (zamontowane w wieżyczkach użytych także w pancernikach typu Scharnhorst), pojedyncze działo 128 mm, osiem działek przeciwlotniczych Flak 38 kalibru 20 mm i dwa działka MG 151/15 kalibru 15 mm.

Ważący 1000 ton P-1000 Ratte byłby ponad 5 razy cięższy od największego wyprodukowanego kiedykolwiek czołgu Maus.

Po każdej stronie czołgu miały znajdować się po 3 gąsienice o szerokości 1,2 metra. Napęd miały stanowić dwa 24 cylindrowe silniki MAN V12Z32/44 o mocy 8500 KM lub osiem 20 cylindrowych silników Daimler-Benz MB501 o mocy 2000 KM każdy, aby osiągnąć wymagane 16000 KM potrzebne do poruszenia czołgu.

Podstawowym uzbrojeniem miały być dwa działa 280 mm w wieżyczkach z krążowników - jedna z wieżyczek została wyprodukowana przed ostatecznym zarzuceniem projektu, a następnie użyta w baterii dział nabrzeżnych w Norwegii.

W planach był także jeszcze większy projekt P-1500, również zarzucony we wczesnej fazie. Miała to być samobieżna wersja działa Schwerer Gustav (znanego także jako Dora) wyposażonego w armatę kalibru 800 mm.

Ze względu na olbrzymią masę i wielkość "Szczura" nie było możliwości praktycznego zastosowanie tego typu czołgu - jego ciężar uniemożliwiałby pokonanie jakiegokolwiek mostu czy drogi, wielkość narażałaby na ataki lotnicze i miny. Byłby "białym słoniem" zbyt wolnym w czasie operacji ofensywnych i zbyt wolnym aby się wycofać podczas odwrotu. Jedynym możliwym wariantem użycia pojazdu byłoby wykorzystanie go jako ruchomej baterii nadbrzeżnej - pojazd miałby poruszać się wzdłuż wybrzeża po specjalnie zbudowanej drodze i zwalczać okręty przeciwnika, jednak i w tej roli byłby narażony na ataki lotnicze i pojedynki artyleryjskie z licznymi uzbrojonymi w ciężkie działa okrętami przeciwnika."

Jak to przeczytałem, to zacząłem inaczej patrzeć na większe czołgi. Z większą grozą. A co wy o tym sądzicie? Myślicie że III Rzesza wygrałaby mając te potwory po swojej stronie?
Offline
Avatar użytkownika

Barbarian

Pułkownik

Pułkownik

  • Posty: 1594
  • Dołączył(a): Pn 13 cze, 2005 16:50
  • Lokalizacja: Sochaczew

PostŚr 31 gru, 2008 03:20

Ofizz44 napisał(a):Myślicie że III Rzesza wygrałaby mając te potwory po swojej stronie?


Nie :P

II wś jest zbyt złozonym i wielowarstwowym konfliktem aby stwierdzić że jakaś "superbroń" mogła by zmienić jej losy. Nawet udany atak nuklerany na Londyn czy Waszyngton by nic nie zmienił*. III Rzeszy może by się udało gdyby udało się skłonić Japonię do ataku na ZSRR w 1941 r. góra w pierwszej połowie 1942 r. A tak to dupa :P Fakt, przemawia przezemnie skrajny wprost determinizm. Jednak różnica potencjałów Osi i Alinatów (od końca 1941 r.) mówi sama za siebie. Wejście USA do wojny (także w Europie), oraz kierunek polityki zagranicznej Japonii na II poł. 1941 r. był decydujący dla przebiegu konfliktu.

*Niemiaszki sobie tam budowały te swoje "brudne" bomby, ale co z tego jeżeli nie były w stanie zbudować ich wiele. Nawet jeżeli by je wyprodukowały to czy dały by rade "dostarczyć" bombe nad cel. Oczywiście były jeszcze śmiałe operacje typu op. "Pelikan" - zablokowanie kanału Panamskiego. Jednak trudno było utrzymać tajność takiej operacji (więc gdyby nawet Niemcy się na coś takiego zdecydowali to raczej by żaden okręt podwodny w rejon celu nie dopłynoł).
www.greendevils.uk- kompendium wiedzy o Fallschirmjagers
Rots: Poza tym od filozofii jest Barbarian
:D
Offline
Avatar użytkownika

Operator

Porucznik

Porucznik

  • Posty: 420
  • Dołączył(a): N 15 paź, 2006 12:31
  • Lokalizacja: Świdnica

PostŚr 31 gru, 2008 11:47

Definicja jest prosta: Niemcy, zamiast skoncentrować się na łatwych w produkcji i tanich PzIII i PzIV, budowali coraz większe i większe badziewie, które już przed wejściem do walki się psuło [Tygrys Królewski], to wyobraź sobie, co by z Tym było.
Jak jakimś cudem wyjechałoby to z fabryki, to gdzie by dojechało przed końcem wojny?!
Już widzę, jak takie Coś broni Berlina, rozjeżdżając przy tym połowę budynków...
Perz - nie rozumiesz i nie zrozumiesz.
Offline

Ofizz44

Szeregowy

Szeregowy

  • Posty: 22
  • Dołączył(a): Pn 22 gru, 2008 02:58

PostŚr 31 gru, 2008 16:16

Racja. Ale mogliby przerobić ten czołg, by kierował się specjalnymi szynami (co praktycznie jest mało prawdopodobne, lecz kto wie), to wtedy może by coś z tego było. Tylko jeszcze fundusze na ten czołg i co dopiero na szyny byłyby olbrzymie, ale jak Hitler chciał wybudować sobię potwora, to musiało go to dużo kosztować. Moim zdaniem, problemem tego czołgu (poza wagą), była wieżyczka. Wystarczyłoby mu samo uzbrojenie wmontowane w podwozie (jak ktoś nie wie jakie miał to w google screenów poszukać) i wtedy jeszcze by się nadawał do użytku, bo zanim by tą olbrzymią wieżyczką poruszył to wróg by mu dawno uciekł. Wyliczyłem że załoga czołgu składała by się z ok. 35-40 osób
Offline
Avatar użytkownika

MarHammer

Cywil

Cywil

  • Posty: 2
  • Dołączył(a): Śr 21 sty, 2009 03:28

PostPt 13 lut, 2009 05:23

Na grafikach łatwiej wyobrazić sobie coś takiego...
Nie masz wystarczających uprawnień, aby zobaczyć pliki załączone do tego postu.
MarHammer

Berna

PostPt 13 lut, 2009 10:40

Niemiecka armia była wówczas najlepiej wyszkoloną, wyposażoną i zorganizowana armią Świata. Na pytanie czy jakaś broń mogła zmienić losy wojny, odpowiadam "nie". Dlaczego?
Niemcy jak na owe czasy dysponowali świetną bronią wyprzedzili swoją epokę o kilkanascie lat. Postęp technologiczny jakiego dokonali bił na głowe Amerykanów, Brytyjczyków, Francuzów czy Rosjan. Osiągneli przewage na morzu, w powietrzu ,na lądzie i wszystko to zmarnowali na rzecz osobistych pobudek głownodowodzacych min. Hitlera czy Goringa. Ten pierwszy nie słuchał się swoich generałów, a ten drugi miał wszystko gdzieś. Błędy polityczne, oraz powiekszajace sie grono przeciwników Hitlera doprowadziły do klęski i nie zmieniłaby tego żadna broń.

A co do czołgów, to wojna pokazała że górą były czołgi średnie T-34, Sherman czy Pantera, a nie molochy.
Offline
Avatar użytkownika

Kireta

Porucznik

Porucznik

  • Posty: 384
  • Dołączył(a): Pn 18 gru, 2006 01:33

PostPt 13 lut, 2009 11:49

Największym wrogiem projektu był jego sens. Po co to komu? Jaki jest sens budowania bydlęcia z podwójnym 280mm. Tak potężne działa mają zastosowanie tylko w walkach morskich, gdzie nawet pojedyncze trafienie mogło zdecydować o zwycięstwie lub zagładzie całego okrętu. Tak duży pojazd byłby też tłustym kąskiem dla wrogiej artylerii i lotnictwa. Jak to powiedział admirał Nelson: "Dajcie mi trzy działa z dobrej baterii a zatopię każdy okręt". Coś mi mówi, że "Lądowych krążowników" też to dotyczy.

Lądowy monitor? Hmm, pomijając brak fortyfikacji przeciwko którym można by go użyć, takie coś to zwykły overkill. Szczególnie, że działa w sensownych kalibrach gwarantowałyby znacznie większą gęstość ognia. Zasięg działa K-18 wynosił blisko 30km, co gwarantowało mu i tak znaczną przewagę zasięgu nad dowolnym działem aliantów. Do zrównania miasta z ziemią nie trzeba wcale mocnych dział, a zniszczenie dobrze zaplanowanych fortyfikacji artylerią jest w zasadzie niemożliwe (We wzgórze Seelowe Sowieci wpakowali 2tys. wagonów amunicji, a kiedy przyszło co do czego okazało się, że instalacje były ledwo naruszone. Nawet "zmiękczanie" pozycji Vietcongu bombami paliwowymi przez Amerykanów dawało umiarkowany skutek. A była to broń o nieporównywalnie większej sile niż nabój artyleryjski 280mm).

Obrona wybrzeża? Jak ktoś słusznie zauważył mobilność tego działa byłaby bardzo mała, czyniąc Szczura łatwym łupem tak dla okrętów jak i (w przeciwieństwie do klasycznych fortec przybrzeżnych) dla lotnictwa. Zresztą, zniszczenie wrogich okrętów można było zostawić lotnictwu, szczególnie, że skuteczność lotnictwa jest odwrotnie proporcjonalna do odległości jaką samoloty muszą przebyć do celu. (w '42 Luftwaffe ciągle była poważnym zagrożeniem dla wszystkiego co jeździ, pływa i lata).

Skoro też wspomniano o Tygryskach, to i o nie zahaczę. IMO PzKpfw VI "Tiger" był czołgiem bardzo udanym, tak technologicznie jak i strategicznie. Że drogi? No przepraszam, to czołg ciężki, taka już ich uroda. Czołgi ciężkie generalnie są drogie, skomplikowane, przez co nie da się ich produkować na masową skalę (no, chyba, że ma się bezpieczne sanktuarium daleko za Uralem i praktycznie nieograniczone surowce i siłę żywą ;-) ). Najważniejszym zadaniem czołgu ciężkiego jest niszczenie czołgów wroga i z tego zadania Tygrysek wywiązywał się znakomicie. Jeśli już jakiś czołg zaszkodził Niemcom, był to Panther. Choć technologicznie znacznie lepszy od Tygrysa, był czołgiem w zasadzie niepotrzebnym, wepchniętym na siłę czołgiem półciężkim. Czołg podstawowy nie może być drogi, ani skomplikowany (co skutkuje wysoką zawodnością), ponieważ żeby wywiązał się ze swoich zadań musi ich być zwyczajnie dużo. Należało raczej koncentrować się na produkcji PzKpfw IV, które, choć umiarkowanie opancerzone, uzbrojeniem (od wersji F2) przewyższały każdego przeciwnika w swojej klasie.

Wot, tolka moje przemyślenia.
"I am the bringer of death. Fall to your knees and beg for mercy... Or give me a sandwich, I'm pretty hungry."
--The Vault Dweller
Offline
Avatar użytkownika

reyhard

Pułkownik

Pułkownik

  • Posty: 1455
  • Dołączył(a): So 12 mar, 2005 09:56
  • Lokalizacja: wielkiego brata

PostPt 13 lut, 2009 13:18

Nasuwa się jednak pytanie teraz, skąd wziąć aż tyle materiałów, do budowy PzKpfwIV w ilości, która by mogła sprostać przewadze aliantów? Jeśli by nawet liczyć, że każda wyprodukowana Pantera, to dwa PzKpfwIV, to i tak to by była połowa tego, czym dysponują Alianci (jeśli nie mniej). Dodając do tego obecność czołgów ciężkich (Churchill VII, IS, KW), którym to nawet i Tygrys miałby problem wyeliminować, PzkPfwIV miałby dosyć spory problem, z utrzymaniem się na polu bitwy.

Swoją drogą, aż się dziwie, że nie zbudowali jakiegoś VolksKampfwagena z betonu...
Po prostu przyjmij do wiadomości, że nadciąga rewolucja proletariacka, lada dzień Chavez z Castro i Bin Ladenem nadjadą na białym traktorze i uwolnią ciemiężony lud polski spod władzy międzynarodowego kapitału.
Offline
Avatar użytkownika

Kireta

Porucznik

Porucznik

  • Posty: 384
  • Dołączył(a): Pn 18 gru, 2006 01:33

PostPt 13 lut, 2009 14:41

Nie twierdzę, że zmieniłoby to bieg historii, ale wpływ pewnie by miało. Panther był to jedyny niemiecki czołg (poza późniejszym Tiger II) mocno opancerzony jak na swoją klasę, więc przewaga nad PzKpfw IVF2 (i nad dowolnym czołgiem wroga, może z wyjątkiem Churchill'ów i serii KV) była oczywista w '43 kiedy się pojawiła, ale wraz z pojawieniem się T-34/85 i Sherman Firefly stopniała. Szczególnie radzieckie 85mm, jeśli czołg dojechał na tyle blisko żeby trafić, to te 30-40mm pancerza nie robiło dużej różnicy.

M26, M36, JS-2, to w zasadzie wszystkie czołgi stanowiące faktyczne zagrożenie dla Tygrysa. Inni w walce z Tigerami byli zmuszeni odstawiać tank rush (ke! ke! ke! :twisted: ), albo próbować je ustrzelić z flanki (co i tak nie było łatwe, zasięg i celność KwK 34 był faktycznie imponujący).

reyhard napisał(a):Swoją drogą, aż się dziwie, że nie zbudowali jakiegoś VolksKampfwagena z betonu...

No, Brytyjczycy projektowali "niezatapialny" lotniskowiec z lodu i miazgi drzewnej , też coś :grin: .
"I am the bringer of death. Fall to your knees and beg for mercy... Or give me a sandwich, I'm pretty hungry."
--The Vault Dweller
Offline
Avatar użytkownika

Barbarian

Pułkownik

Pułkownik

  • Posty: 1594
  • Dołączył(a): Pn 13 cze, 2005 16:50
  • Lokalizacja: Sochaczew

PostPt 13 lut, 2009 18:29

Berna napisał(a):Niemiecka armia była wówczas najlepiej wyszkoloną, wyposażoną i zorganizowana armią Świata.


Kłócił bym się. To zależy w jakim okresie. W 1939 r. Niemcy rzucili na front nawet jednostki poborowych którzy mieli dopiero miesiąc szkolenia za sobą (oczywiście nie w pierwszym rzucie strategicznym :P). W kampanii polskiej to siły zbrojne II RP miały lepiej przeszkolone kadry. Za to brakło odpowiedniej "wizji wojny" i to na szczeblu taktycznym i operacyjnym i strategicznym. Tutaj niemiaszki nas przeskoczyły. Dodatkowo sfera koordynacji poszczególnych rodzajów broni (co z tego że mamy czołgi, skoro nikt przed wojną nie opracował modeli współpracy czołgów z piechotą; broń p.panc. zamiast być koncentrowana w poszczególnych jednostkach na szczeblu pułku lub batalionu była rozproszona po każdej kompanii czy nawet plutonie*)... Lotnictwo nadawało się w dużej mierze do zwiadu (podlegało pod poszczególną armie) itp. Wprawdzie wszystko zmierzało w dobrym kierunku (zwłaszcza lotnictwo które wychodziło na prostą), jednak wyszło jak wyszło. Tak "rozkminiać” powinniśmy każdą kampanie II wś. Co do wyposażenia to też było różnie i to zależy o jaki rodzaj broni chodzi. Bron palna? Tutaj najlepsi byli amerykanie (pluton miał największa siłę ognia, a armia była w zdecydowanej większości przezbrojona w broń automatyczna podczas gdy na świecie królowała nadal bron powtarzalna) podczas gdy w wypadku III Rzeszy drużyna czy pluton spełniał coraz bardziej role obstawy dla mg42 czy StuG III które robiły "bałagan". Taki "śmierdziel"** było niebo lepszy od K98k. SVT40 też żaden karabin samopowtarzalny by nie przebił***. Pm, to już inna sprawa, wprawdzie wszyscy zachwycają się pepeszami, ale ja raczej wole mp40 czy takiego Stena lub PPS43. Artyleria? Rosjanie mieli tutaj zawsze bogatą tradycje i nie niezwykle chlubną kartę. Amerykanie stworzyli też nie głupie formacje artylerii. Za to jednostki artylerii p.panc. mieli Niemcy (dobra optyka, dobre działa p.panc. dobra amunicja, robiła swoje). Co do czołgów, wprawdzie do pewnego stopnia należy się zgodzić z tezą iż T34/76 był "alibi" dla Wehrmachtu, jednak do 1942/1943 r. III Rzesza nie opracowała czołgów które mógłby by dzięki przewadze technicznej bić rekordy na czołgach alianckich. Za to w 1944 r. alianci nadrobili ten dystans (już Pz IV wersja H-J by sobie nie powalczyła jak równy z równym z T34/85 czy Shermanem z armatą kal. 76 mm). Co do lotnictwa to tutaj do pojawienia się Spitfire z silnikiem merlin mk. V czy P-51 Mustang jaszcze III Rzesza dotrzymywała kroku aliantom, potem to już równia pochyła (nawet świetny pod względem osiągów Me262 tego nie zmienił). Na morzu królowała Japonia, Anglia i USA (przy czym pierwszeństwo w poszczególnych dziedzinach morskiego rzemiosła wojennego zmieniało się w trakcie wojny). Niemcy mieli dobre okręty podwodne, jednak na ile była to zasługa załogi, a na ile torped sonarów i jednostek napędowych (a może chodziło tylko o miarę dobry i lekki spaw)? Taki głupi radar i środki łączności, kto pod tym względem wiódł prym? Tutaj wskazywał bym na brytoli i amerykanów oraz Niemców (aczkolwiek oni rozwijali swój system ze względu na ofensywę bombową****). Organizacja? To zleży jaki rodzaj sił zbrojnych mamy na myśli (bo takie jednostki pow.des. to najpierw ciekawie to wyglądało u Rosjan, potem do końca wojny pod względem organizacyjnym przewodzili Niemcy, mimo że od 1943 r. najbardziej spektakularne i efektywne operacje przeprowadzali zachodni alianci). Co do zorganizowania tutaj wskazywał bym na Amerykanów, mieli najlepiej aprowizowaną armie II wś. Wracając do wyszkolenia, to jeszcze jest kwestia pod jakim wzglądem będziemy je rozpatrywać, pod względem systemów szkolenia? Jeżeli tak to jeżeli chodzi o lotnictwo to najlepszy system (jeżeli chodzi o jakość wyrobu) mieli Japończycy, dopiero potem Niemcy (ale oni do 1940 r. „jeździli” na szerokiej kadrze szkolonej w dobie ograniczeń Traktatu Wersalskiego i tak od 1943/1944 r. spadek jakości szkolenia, zwłaszcza od jesieni 1944 r, był wprost geometryczny), potem bym wstawił Brytolii***** (którzy znacznie podnieśli jakość szkolenia dzięki Polakom i Czechom). Dalej Amerykanie i Włosi, a na szarym końcu Rosjanie (choć oni najbardziej po dupie dostawali w okresie od lata 1941 r. do jesień 1942 r. potem poziom wyszkolenia znacznie się podniósł). Zresztą co rozumiemy przez przeszkolenie? Szkolenie nie musi wcale przekładać się na jakąś niewiarygodną wartość bojową. A co do wartości bojowej. Tacy amerykanie mieli chyba najlepszy system szkolenia piechoty, za to kulała dyscyplina i dlatego z wartością bojową bywało różnie (legendarne przypadki z Tunezji gdy zieloni jak szczypiorek żołnierze opuszczali samowolnie pozycje bojowe). Nie jedna jednostka SS miała niedoszkolone kadry, jednak dzięki determinacji i odbezpieczonej broni oficerów, dokonywali rzeczy niesamowitych. Choć zdążało się że jednostki SS walczyły słabiej niż jednostki ochrony (nadawały się tylko do mordowania ludności cywilnej). Inna historia, po wydaniu w sierpniu 1941 r. dyrektywy Stawki iż każdy żołnierz radziecki który nie wykona rozkazu zostanie rozstrzelany a rodzina każdego żołnierza który się podda trafi do GUŁagu determinacja radzieckich żołnierzy znacznie wzrosła. Mimo że system szkolenia praktycznie nie istniała do jesieni 1941 r. Tacy Japończycy dzięki karom cielesnym potrafili „wyrobić” w żołnierzach piechoty wprost niesamowitą karność (dodatkowo dodajmy do tego odpowiednie wychowanie i mamy fanatyków :P ). Oficerów te nie mieli takich słabych (patrz kampania na Malajach 1941/1942).
Jakoś jak tak patrz na ten konflikt to teza stawiana przez Berne wydaje mi się mocno naciągana. Cholera, chodzi mi o to że wszystko jest znacznie bardziej złożone i niejednoznaczne.

*więc często w rejonach w których bron p. panc. Była potrzebna często jej nie było w odpowiedniej ilości. Nasi oficerowie szybko to dostrzegli i starano się w miarę możliwości formować improwizowane plutony p.panc. i przerzucać je do najbardziej zagrożonych rejonów.
**Enfield mk.IV
***Jeszcze gdyby był wykonany w odpowiedniej jakości.
****Tak jak brytole budowali swój system wpierw dla ochrony przestrzeni powietrznej, a potem aby wykrywać U-booty.
*****Pomijam to m.in. Polaków, którzy mieli b.dobry system szkolenia lotników.
www.greendevils.uk- kompendium wiedzy o Fallschirmjagers
Rots: Poza tym od filozofii jest Barbarian
:D

Berna

PostPt 13 lut, 2009 19:04

Oczywiście że wszystko jest bardziej złożone i powodów klęski III rzeszy można by doszukać się mnóstwo, analizując szczegółowo poszczególne etapy wojny. Nakreśliłem główne przyczyny upadku Hitlera w kontekście "super broni" która by tego upadku nie powstrzymała, przynajmniej po 1944 roku.
Ostatnio edytowano Pt 13 lut, 2009 19:22 przez Berna, łącznie edytowano 2 razy
Offline
Avatar użytkownika

Barbarian

Pułkownik

Pułkownik

  • Posty: 1594
  • Dołączył(a): Pn 13 cze, 2005 16:50
  • Lokalizacja: Sochaczew

PostN 05 kwi, 2009 14:42

Vilas napisał(a):jedyną słuszną super bronią było STG44, które piechurowi dało ogromną przewagę nad przeciwnikiem z Mosinem czy peemem


STG to nie było żadna super broń, pomysł ani nie był nowy, ani jakoś specjalnie rewolucyjny (konstrukcje radzieckie z okresu przed II wś. czy nawet z I wś). Siłą STG było to pierwszy kb automatyczny produkowany naprawdę masowo*. Inna sprawa że sami żołnierze niemieccy traktowali STG jak taki większy pm (i często zastępowali STG MP40 ponieważ do tego drugiego było sporo amunicji i dostępne były ładownice). Oczywiście STG jest kamieniem milowym jeżeli chodzi o wprowadzenie na uzbrojenie armii karabinów szturmowych. Jednak trzeba sobie postawić pytanie czy jeżeli STG by nie powstał to nie było by broni szturmowej na stanie armii? Oczywiście ze nie. Proces ten zapewne trwał by dłużej (bo organa decyzyjne nie dostrzegły by konieczności przezbrojenia armii w nowe systemy uzbrojenia). Chciałbym również zwrócić uwagę na fakt opracowywania przez kilka krajów przed wojną i w jej trakcie kbk automatycznych.

Vilas napisał(a):a Niemcy górowali techniką, elektroniką pod koniec wojny, ale co z tego, skoro kierowane bomby nie weszły do masowej produkcji np. Henshele różne włącznie z prototypowym pociskiem powietrze-ziemia sterowanym telewizyjne


Prace nad uzbrojeniem mają specyfikę podobna do sinusoidy. O co mi chodzi. Mianowicie to że wpierw badasz i opracowujesz nowe systemy uzbrojenia i wprowadzasz je do produkcji. Potem je przez pewien czas udoskonalasz. Dopiero potem większy wysiłek kładziesz na badania nad nowymi systemami uzbrojenia. W efekcie na polu walki pojawia się cos takiego jak generacja danego systemu uzbrojenia. Więc jeżeli pierwszy wprowadzisz jakiś nowy system uzbrojenia to będziesz mieć początkowo przewagę, ale jako pierwszy będziesz miał sporo złomu w magazynach (bo inni cię dogonią i przegonią, ponieważ będą konstruować swoje odpowiedniki twoich systemów broni posiadając większe doświadczenie i możliwości technologiczne niż ty**). Wiec jak III Rzesza jako pierwsza rozpoczęła wyścig zbrojeń przed II wś to jasne że tak w pewnym okresie miała dołek jeżeli chodzi i uzbrojenie (tu trzeba zawsze przyjmować inny okres owego "dołku" dla danej rodziny sprzętu militarnego). Ergo, szybciej rozpoczęła prace nad nowymi technologiami (podczas gdy alianci wprowadzali na uzbrojenie broń wcześniejszej generacji która przeważnie była lepsza od odpowiedników niemieckich). Oczywiście jest to spore uogólnienie, teza która jest dziurawa jak ser szwajcarski. Jednak wyjaśnia w sporej mierze dlaczego Niemcy mieli by sporo swoich "super broni" na II poł 1945 i 1946 rok, a alianci troszkę później by ich nadgonili. Zresztą twierdzenie że Niemcy tak górowali nad Alinami techniką jest naciągane. To zależy w jakiej dziedzinie tej techniki.

Co do Korobowa to był to gość który wyprzedził swoje czasy (coś jak Christie w wypadku czołgów przedwojennych). Inna sprawa że wojsko wolało się przezbrajać w kbk/kb o klasycznej konstrukcji i nie dziwmy im się. System bez kolby właściwej ma swoje wady (które udało się zniwelować dopiero niedawno- vide FN2000). Zresztą to tyczy się nawet bardziej rewolucyjnych rozwiązań. Systemy broni zasilane amunicją bezłuskową można było już wprowadzać na uzbrojenie spokojnie już w latach 80. XX w. (a jak by się ktoś uparł to można by to zrobić w latach 70.). Taka amunicja pod wieloma względami jest lepsza od amunicji łuskowej. Jednak ze względów oczywistych będziemy się posługiwać amunicją łuskową jeszcze pewnie przez dekady (i mam tu na myśli siły zbrojne krajów najbardziej rozwiniętych).

*AF był produkowany masowo, zbudowano ponad 20 tys. egzemplarzy które wycofano wraz z nabojem kal. 6,5 mm z radzieckiej armii
**w warunkach idealnych
www.greendevils.uk- kompendium wiedzy o Fallschirmjagers
Rots: Poza tym od filozofii jest Barbarian
:D

Powrót do Militaria

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość

cron