W problemie najlepszego czołgu II Wojny światowej nie możemy sie co spierać. Wpóśćmy np. takiego T-34 do miasta z wysokimi budynkami. I co sie stanie? Po ok. 5 minutach będzie stał rozwalony. Czołgi są użyteczne tylko w otwartym terenie a w terenach górzystych lub miastach nie można ich w ogóle używać, lub najwyżej z potężnym wsparciem piechoty. Nie mówie, że czołgi bez piechoty były bezużyteczne (patrzmy tu na pana M. Wittmann), ale wszystko zależało od terenu i nie tyle od umiejętności załogi co od morale. No bo pomyślmy: kto ma większe morale: człowiek, który siedzie w Tygrysie czy taki co siedzie dajmy na to w T-26. Wystarczy, że dowódcy będą chwalić taki a taki czołg a załoga automatycznie będzie miała większe morale. Co do naszych kochanych Tygrysków: gdyby nasz Panzer VI miał miał lepszy układ jezdny np. ala T-34 i mocniejszy silnik to byłby o wiele skuteczniejszy. Też często sie mówi, że Sherman wygrał wojnę. I jest w tym racja. Nie wygrał grubością pancerza czy działem tylko ilością. Raz oglądałem film dokumentalny na Discovery, na którym dowódca Flaka 88 strzelał do Shermanów ładujących sie na chama przez wąskie przejście. I przytocze taki cytat dowódcy: "Musieliśmy sie wycofać tylko przez to, że nam skończyła sie amunicja a Amerykanom nie skończyły sie Shermany". Potwierdza to, że Shermany wygrały liczebnością, ale pod względem technicznym to, wg mnie, wygrała Pantera ausf. G (bo wersja G nie miała już tylu problemów co wersje A i D). Była o wiele lepsza od T-34, bo miała mocniejszy pancerz (T-34 rozpadał sie po trafieniu pociskiem 88mm a Panterka jednak wytrzymałaby [oczywiście z większej odległośi]). Tu nie można powiedzieć o najlepszym czołgu II wojny światowej, ale o najlepszej współpracy między piechotą, wojskami pancernymi a lotnictwem, artylerią i ewentualnie marynarką. Mowa tu o Niemcach i ich Blitzkrieg. Była to doskonała współpraca wojsk lądowych i powietrznych. Można wymienić główne czynniki wpływające na skuteczność czołgu. A więc: teren, umiejętności załóg i wyższych dowódców, morale, zaawansowanie technologiczne, masa pojazdu czyli inaczej mówiąc mobilność, siła ognia. Oczywiście te czynniki sie uzupełniają, ale nie może być też dużych braków. Osobiście jestem zwolennikiem produkcji średnich, szybkich czołgów (coś typu PzKfpW IV) i unowocześnianie ich do wymagań coraz nowocześniejsze wojny. Co prawda nie idzie władować do wieży Pz IV działa 128mm, ale można za to stworzyć działa o dużej prędkości i sile penetracji, które byłoby na równi z działem 128mm. Takie działo mieściło by sie w kalibrach od ok. 77mm do 85mm więc weszłoby do wieży ukochanego Pz IV. Też prawdopodobnie trzebaby było troche zmodyfikować podwozie, ale to już inna sprawa. Więc wg mnie najlepszym sposobem jest budowa szybkich czołgów i zwykłe usprawnianie ich do wymogów wojny. No to by było na tyle 








