Pn 12 lut, 2007 07:57
Pamiętam, że jak ja byłem w wieku "nastoletnim" to śpiewanie podczas koncertów z playbacku było dla zespołu czymś w rodzaju "samobójstwa artystycznego", gdy taki fakt miał miejsce i się wydał - zespół i jego menedżer mieli przesrane w mediach, u fanów i ogólnie.
Dziś - to normalne (?) i nikt z tego powodu historii nie robi. Fani takiej Mandaryny czy Brodki płacą grubą kasę za bilet po to by zobaczyć jak ich idolka rusza ustami jak szczupak wyjęty z jeziora, wywija dupskiem i trzęsie cycami i posłuchać hitów puszczanych z tasmy. To jest skandal i żenada. Ale taką mamy polską scenę muzyczną. A będzie jeszcze gorzej - do nagrywania płyt przygotowują się "tuzy" polskiego filmu - Małaszyński, Zakościelny... Słusznie prawił nieodżałowanej pamięci Tomasz Beksiński - "Polska muzyka to wyrób czekoladopodobny".