To jeszcze dwa słowa ode mnie
MINUSY:
- znowu Amerykanie w roli głównej
- mimo obecności wielu nowych frakcji, zarówno kampania jak i misje pojedyncze skupiają się TYLKO na US Army, nie spotykamy W OGÓLE (a przynajmniej ja nie spotkałem) ani Czechów, ani Niemców, nie pogramy też "dobrymi" bojówkami (że o siłach "złych" nie wspomnę) - krok wstecz w stosunku do podstawki (wyłączając misje pokazowe).
- kampania zupełnie bez fabuły. Tak - jest dobra, nawet bardzo, ten brak nadrabia ogromną grywalnością, ale wiecie... ja bardzo cenię sobie oprawę fabularną byleby była dobra.
- Niepokonana Armia Stanów Zjednoczonych - podczas kampanii nie uświadczymy żadnej, nawet najmniejszej klęski (chyba, że sami zawalimy misję, ale to inna sprawa). Przemy do przodu w zastraszającym tempie, jak gdyby Takistańczycy zbierali się do walki tylko w momentach, gdy do gry wkracza gracz, a przez resztę czasu uciekali. Zgrzyta mi to trochę, gdy przypomnę sobie Cold War Crisis i misje "Montignac Must Fall" i parę dalszych.
- skradankowa misja SP (zapomniałem nazwy, ta w której trzeba zniszczyć czołgi we wrogiej bazie) - denne AI. A2 nie nadaje się do skradanek. Mogłem przeczołgać się gościowi przed nosem, świecąc mu po gałach 2000-watową lampą, a on nawet palcem by nie kiwnął. Więcej - w paru momentach zostałem zauważony (ale nie włączył się alarm), goście podbiegli do mnie z opuszczoną bronią i... nic. Odczołgałem się w spokoju. Dopiero gdy wysadziłem ładunki, wszyscy nagle dostali noktowizję + FLIR + super AI...
- framerate miejscami potrafi żenująco spaść, zresztą kit z framerate'em, bylebym nie był zmuszony do oglądania
takich widoków przez naprawdę dość długi czas.
Maćko napisał(a):OA wykorzystuje nowe technologie post prcessingu, między innymi SSAO (Screen Space Ambient Occlusion), który krótko mówiąc daje nieźle po du..szy wydajności. Prościej będzie to zobrazować w ten sposób: efekty postprocessingu w OA na nisko = efekty postprocessingu w ArmA 2 na wysoko
Aha, no to w takim razie powinienem jednak cieszyć się z działania OA na moim kompie, nie jest w końcu tak tragicznie...
